poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 3 - Szantaż


Czytasz = Komentujesz


Jak się okazało chemia mi nie leży. Zupełnie. Po dzisiejszych zajęciach zarobiłam nie tylko świeżutką jedynkę, ale i dwie godziny kozy. Przechadzając się korytarzem spoglądałam na obklejone plakatami ściany. Przedstawiały dwójkę nastolatków, chłopaka i dziewczynę uśmiechających się i namawiających do wzięcia udziału w balu dla zwierząt. Pomysł naszej genialnej dyrektorki, jeden z nielicznych, z którym się utożsamiam. Ogólnie chodzi o to by zrobić dobrą potańcówkę dla młodzieży i w między czasie zebrać fundusze na organizację dla zwierząt. Dziwne na plakaty, balony, ogólnie całą reklamę jej przedsięwzięć ma pieniądze, a jak prosiliśmy o fundusze dla wolontariatu to nic nie miała. Nie to było jednak najstraszniejsze. Bowiem postrach siał jeden komunikat: PRZYJDŹ Z PARTNEREM/PARTNERKĄ. Pytana dyrektorka odpowiadała z niezwykłym ożywieniem:
- Chodzi o integrację młodzieży! Widać mnóstwo grupek dziewczyn czy to chłopców, ale zobaczyć i ch razem to jakby odkryć nowy gatunek!
Tak, nasza ukochana pani uważa, że chłopcy i dziewczyny nie mają ze sobą kontaktu, dlatego każda stworzona przez nią potańcówka wymaga przybycia  jako para. Na domiar złego Cruella de Vil dobiera sobie skład pomocników. Zgadnijcie kogo upolowała. Moje przyjaciółki. Wszystkie. Ale tak było tylko z początku. Później dobierała sobie więcej i więcej osób, aż miałam wrażenie, że zostałam sama. To odczucie potwierdziło się na dzisiejszej karze. Zazwyczaj pełna dzieciaków klasa ziała pustkami. Nawet pan Philips uciął sobie drzemkę. Niepewnie zapukałam po czym weszłam do środka:
 - Eghhmmmm - chrząknęłam (jak to brzmi xD - dop. aut.) - dzień dobry profesorze.
 - Oo dzień dobry panno Evergreat.
 - Evergood profesorze.
 - Wszystko jedno. Dzisiaj sama? - spytał rozglądając się po klasie.
 - Na to wygląda - odparłam wybierając sobie ostatnia ławkę pod oknem.
 - A gdzie ten drugi?
 - Kto? - spytałam. Jakby na zawołanie do klasy wbiegł zdyszany Luke.
 - Przepraszam za spóźnienie.
 - Nic nie szkodzi siadaj.
Luke rozejrzał się po sali. Dałabym sobie rękę uciąć, że na pół sekundy dłużej zawiesił na mnie swoje spojrzenie. Koniec końców usiadł obok mnie w środkowym rzędzie.
 - Hej - szepnął.
 - Hej. - odpowiedziałam nawet na niego nie patrząc. Świetnie akurat on nie pomaga?! Czemu?! 
 - Co tu robisz? - spytał. Phi myślisz, że gadam z takimi dupkami jak ty! Grubo się mylisz koleś.
 - Odbywam karę jak widać.
 - No to akurat widzę. - Co ty nie powiesz?! - Miałem na myśli to jak się tu dostałaś, bo nie wierze w to że jesteś typem bad girl.
Mimo wszystko parsknęłam cichym śmiechem.
 - No nie.. Nie możesz być bad girl! - nachylił się w moją stronę.
 - A to niby dlaczego?
 - No bo ty.... ty.... no nie wyglądasz.
 - A nie słyszałeś o takim powiedzeniu: pozory mylą.
 - Tak słyszałem i wierzę w te słowa. Ale nie w to że jesteś bad girl.
 - A może tylko stwarzam pozory grzecznej, a tak naprawdę jestem przeciwieństwem?
 - Nie jesteś. Owszem stwarzasz pozory, ale nie .... takie.
 - Hm?? - przyznam szczerze, ze gość lekko mnie skołował. Stwarzam pozory ale nie takie - w takim razie jakie?
 - Udajesz niedostępną, ale brakuje ci bliskości.
Przysięgam na Boga, że omal nie spadłam z krzesła. Spojrzałam na niego, a wyraz jego twarzy wskazywał na śmiertelna powagę.
 - Że co? Ja jestem niedostępna hahaha żartujesz sobie - usilnie chciałam obrócić wszystko w żart, ale nie wychodziło mi to najlepiej.
 - Wielu facetów dałoby się pokroić za pójście z tobą na ten cały zwierzęcy bal, a ty wszystkich odrzucasz.
Okeeejjj zrobiło się dziwnie.
 - Skąd wiesz, że ktoś mnie w ogóle zapraszał na bal?
 - Błagam cię nie jestem ślepy.
Nie miałam pojęcia czemu, ale nagle wezbrała we mnie wściekłość. Ten nędzny fajansiarz myśli, że będę jego kolejna ofiarą?! Zaczaił się na mnie czy jak?! Oooo nieeee. 
  - Nie twój interes. - odparłam gniewnie i trochę bez sensu. Wpatrywał się we mnie licząc na jakąś kontynuację, widząc, że nie zamierzam nic dodawać sam podjął temat:
- Widzisz? Jesteś oschła jak ktoś się do ciebie zbliży. Nie rozumiem tylko dlaczego.
- Nie rozumiesz?! Nie rozumiesz?! Jesteś zwykłym casanovą. Zasranym dupkiem, który bawi się dziewczynami. Uważasz się za gwiazdora tej szkoły!Pieprzoną rozgwiazdę! - zaczęłam krzyczeć, co zwróciło uwagę Philipsa:
- Panno Evergood prosze o spokój. - ale ja sie dopiero rozkręcałam:
- Myślisz, że każda jest twoja, zero stałości w uczuciach. - widząc jego zawstydzoną minę poczułam lekki triumf, jednak nie zamierzałam przestać:
- Myślisz, że ludzie nie wiedzą ile to panienek zaliczyłeś??! 
- Proszę przestań - powiedział ze spuszczoną głową.
- Wiesz co ci jeszcze powiem?! Dla mnie jesteś męska dziwką! - wykrzyczałam, ale widząc jego twarz od razu wiedziałam, że przegięłam. W jego oczach dostrzegałam żal, rozpacz, wstyd. Przez chwilę wpatrywał się we mnie, ale potem wbił wzrok w podłogę.
- Panno Evergood!!! - przypomniał mi o sobie Philps. No to mam przesrane... - Co... Co.... Co to do licha ciężkiego było?! Proszę natychmiast wyjść! A jutro odbędzie pani rozmowę z panią pedagog.
Nie zamierzałam protestować. Zachowałam się jak skończona kretynka. Boże co we mnie wstąpiło?! Jak mogłam? No okej wkurzało mnie to, że dobierał się do każdej, ale nie powinnam tak się zachować! Eghhhh.... Już miałam wyjść, jednak zatrzymałam sie przed samymi drzwiami. Odwróciłam się, Luke tkwił w tej samej pozycji wciąż wpatrzony w ziemię.
 - Przepraszam. - powiedziałam. Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, rzuciłam się biegiem w stronę wyjścia wciąż powtarzając w myślach: Debilka,  debilka, debilka, skończona debilka. 





Wpadłam do domu jak tornado. Na szczęście nikogo nie było. Rodzice wyjechali na dwa tygodnie załatwiać sprawy służbowe. Bez namysłu pobiegłam do siebie do pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam wspominać wydarzenia dzisiejszego dnia. Jak tylko przypomniałam sobie słowa, jakie wypowiedziałam... ba wykrzyczałam Luke'owi w twarz....poczułam łzy spływające po moich policzkach. Wbrew pozorom jestem strasznie delikatna i nie lubię, nienawidzę, wyrządzać ludziom krzywdy. No dobra lekkie sprostowanie nie lubie wyrządzać krzywdy ludziom, którzy nic mi nie zrobili. I właśnie takim człowiekiem jest Luke. To jego interes z kim się umawia nie mój, powiedzmy to wprost wobec Luke'a byłam suką. Sięgnęłam po telefon. Dochodziła 17. Powinien już wyjść. Z początku chciałam zadzwonić. Zdecydowałam, jednak że lepiej będzie kiedy wyślę mu wiadomość.

Hej Luke tu suka Rose (nie wiem czy masz mój numer)
Chciałam cię przeprosić za moje dzisiejsze zachowanie. Nie powinnam była 
cię oceniać. To przecież nie mój interes. 
Proszę nie bierz tego do siebie. 
Naprawdę strasznie mi przykro i głupio. 
Wiem jestem skończoną kretynką. 
Jak się spotkamy, o ile będziesz chciał mieć
kiedykolwiek, cokolwiek ze mną do czynienia to
będziesz mógł mnie zmieszać z błotem.
Jeszcze raz cię przepraszam. Ja nie chciałam tego 
wszystkiego powiedzieć, nie jetem taka, po prostu...
sama nie wiem. 
Proszę. Nie. Błagam.Wybacz mi.
Nie chciałam.

Szczerze powiedziawszy liczyłam, że mi odpisze, ale on milczał. Nie dziwiłam mu się, jednak moje sumienie nakazało mi wysłać podobne wiadomości na fejsbuku, na meila i na wszystkie inne portale społecznościowe na których miałam z nim kontakt. Zapewne będzie mnie miał dość po tym spamie. No cóż. Jak juz robić z siebie frajera to po całości. Zmęczona wydarzeniami dzisiejszego dnia postanowiłam zejść na dół i zjeść jakąś kolację oraz pooglądać coś w telewizji. Koło 21 poszłam się myć. Wzięłam długą, odprężająca kąpiel. Po skończonych czynnościach poszłam do łóżka, sięgnęłam po egzemplarz wypożyczonej książki i udałam się w podróż z bohaterami powieści. Po kilku rozdziałach zerknęłam na zegarek. Było juz mocno po północy. Odłożyłam więc książkę i ostatni raz zerknęłam na telefon. 

1 nieprzeczytana wiadomość

Natychmiast podniosłam sie do pozycji siedzącej. Wpatrywałam się w ekran nie wiedząc co zrobić. Koniec końców odblokowałamtelefon. O Boże, Boże, Bożenko! To on! Wybrałam wyświetl a treść wiadomości jeszcze bardziej podniosła poziom ekscytacji i przerażenia. 

Sprawdź pocztę. - Luke

Jak dzika rzuciłam się na laptopa. Kiedy sie włączał myślałam, że wyzionę ducha. Z prędkością światła zalogowałam się na pocztę. Był tam. E-Mail od Luke'a. Kliknęłam na niego i skupiłam swoje szare komórki

Droga Rose, czy może powinienem napisać suko Rose ;D 
Nie martw się, nie chowam urazy. Właściwie to co powiedziałaś było najszczerszą prawdą. Jednak chciałbym abyś poznała prawdę z innej strony. Co mną kierowało. Jest pewien koleś nazywa się Steven. To gość z mojej dawnej szkoły, straszny typ. Uważa się jak to zgrabnie określiłaś za pieprzoną rozgwiazdę. Co najgorsze gość chce się tu przeprowadzić. Kazał mi "wybadać" wszystkie łatwe dziewczyny. Uwierz dawał mi bardzo dokładne instrukcje co mam robić. Nie miałem wyboru. Starałem się grać swoją rolę jak najlepiej mimo że nie napawa mnie to dumą. Jeśli mam być szczery to Steve kazał mi się przespać z każda z tych dziewczyn, ale ja nie mogłem. Z zewnątrz z pewnością to wyglądało jakbym zapraszał je na randki, jednak ja zaznaczałem że to będą tylko przyjacielskie wyjścia, że nie chce się z nikim wiązać. One przystawały zazwyczaj na moją propozycję. Pewnie ciekawi cię dlaczego to robiłem, dlaczego dałem się szantażować. Widzisz w mojej rodzinnej miejscowości została moja młodsza siostra. Ona jest bardzo naiwna i jestem pewny, że kilka słodkich słówek Stevena, a moja siostrzyczka rzuciłaby się za nim w ogień. On obiecał, że jej nie tknie jeśli będę dostarczał mu raporty. Tak więc robiłem co mogłem by chronić siostrę. Sama teraz widzisz dlaczego tak się zachowywałem. To mnie nie usprawiedliwia, ale mam nadzieje, iż wyglądam chociaż ociupinę lepiej w twoich oczach. 
Całusy Luke :*

Przeczytałam meila kilka razy. Nie mogłam uwierzyć poświęcił się tak dla siostry?!. Bez zastanowienia chwyciłam za telefon w między czasie szukając siostry Luke'a. Cóż nie jestem łatwowierna. Kiedy ją znalazłam wykręciłam numer i czekałam. Po kilku sygnałach usłyszałam zmęczony głos:
 - Halo? - Cholera zapomniałam, że jest już 1 w nocy! 
 - Em. Hej. Ja mam  tylko jedno pytanie. Czy Luke Benweard to twój brat?
 - Tak a co? 
 - Nie nic. Sorki za telefon, gramy w prawdę czy wyzwanie i miałam cie o to zapytać sorki. 
- A nie spoko. 
- No to dobranoc.
- Dobranoc.
Ten telefon potwierdził, że Luke mówi prawdę.  No przynajmniej co do tego, że ma siostrę.Pomijamy fakt, że pr raz chyba setny tego dnia zrobiłam z siebie idiotkę. "Prawda czy wyzwanie" ehhh cienki ze mnie kłamca Zaciekawiona rozpoczęłam dalsze śledztwo. Jak się niedługo okazało Steven równiez istniał, a po zdjęciach można było wywnioskować, iż to nie był miły gościu. Ostatecznie wyszło na to, że wszystko było prawdą. Wyłączyłam laptopa i po raz kolejny zerknęłam na telefon. Okazało się, że miałam kolejną wiadomość od Luke'a. 

PS: Nie mów o tym nikomu proszę ;)

Mimo, że dochodziła 3 nad ranem odpisałam mu:

Spokojnie nie jestem plotkarą. Wszystko zostaje między nami. 
Tylko ty tez się nie wygadaj jak cię dzisiaj potraktowałam,
 bo ludzie pomyślą, że jestem chamem :*

Odłożyłam komórkę i w końcu poszłam spać. Wiedząc, że jutro będę żywym trupem.



Zapraszam również tu:
idziocha [Kim i Jack - moja wersja] 
Julka eL [Average Teacher]  

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 2 - Impreza

Dni mijały, Luke i Kris przyjęli się do środowiska aż za dobrze. Bowiem stali się gwiazdami. Kris nowy zawodnik drużyny futbollowej, a Luke czarujący casanowa. Razem z przyjaciółkami obserwowałyśmy poczynania chłopców. Kiedy sportowiec był skromnym właściwie stroniącym od dziewczyn gościem tak blondyn zaliczał wszystkie napalone panienki.
Siedziałyśmy w stołówce i spokojnie jedząc lunch obserwowałyśmy nasze "gwiazdeczki".  Obydwoje siedzieli przy stoliku razem z innymi facetami pokroju Luka, wokół nich zebrał się piękny wianuszek pustaków, które kierują się zasadą: Plastik is fantastic.
 - Patrzcie nawet ta małpa przylazła. - Lu wskazała na dziewczynę, idealną odtwórczynie Barbie - Lindsay.
Utlenione loki dosłownie rzuciła się na plecy Krisa. Żeby tego było mało darła się niby do jego ucha, ale robiła to tak aby cała sala usłyszała:
 - HEJ KOCHANIE!! MASZ CZAS DZISIAJ PO SZKOLE? - nawet nie dała mu odpowiedzieć - NO OCZYWIŚCIE, ŻE MASZ PRZECIEŻ DLA MNIE ZAWSZE MASZ CZAS. TO CO IDZIEMY DO KINA? NA LODY? DO RESTAURACJI? OHH KOCHANY NIE MUSISZ MI KUPOWAĆ TEGO NASZYJNIKA, ALE JAK CHCESZ TO NIE MAM NIC PRZECIWKO... - mogłaby tak ciągnąć w nieskończoność. Na szczęście wszystkich zebranych Fernando przerwał tą jakże powalającą wypowiedź:
 - Lindsay, złotko, rozmazałaś się. - posłał jej kpiący uśmiech, który i ja podchwyciłam. Dziewczyna odwróciła się, machnęła do swojej świty po czym wyszła ze stołówki.
 - Serce się kraja kiedy trzeba patrzeć na takie nieudolne coś. - westchnęła Ally.
Tak właśnie zaczęła się piękna wiązanka hejtów na temat plastików. Przypadkiem mój wzrok skierował się w stronę Luke'a. Własnym oczom nie mogłam uwierzyć. Jakaś panienka siedziała mu na kolanach, on ją obejmował, a jeszcze obok kolejna się do niego lepiła.
 - Spójrzcie tylko - wskazałam na przeciwny stolik - chyba zaraz zwymiotuję.
 - Nie tylko ty. - przyłączyła się Sue.
 - Kurde gość jest obleśny! - Lu aż się wzdrygnęła.
 - Dobra serio zbierajmy się stąd. - podniosłam się z miejsca i wyszłam ze stołówki.



Kończyłyśmy już zajęcia, wychodząc na dziedziniec można było się uśmiechnąć. Szczególnie, gdy z tyłu głowy kołatała się myśl : weekend!
 - Jakie plany na weekend? - niespodziewanie podeszła do nas Shannah.
 - Nic specjalnego. Zakupy, leżenie w domu, jakiś spacer - zaczęłam - no i nie może oczywiście zabraknąć biologii. - dodałam z sarkazmem.
 - Nie wybieracie się dzisiaj do Lindsay?
Nasze miny wyrażały jedno wielkie: WHAT THE FUCK?!
 - Co? Jaka impreza u Lindsay? - na imię Barbie, Em się wzdrygnęła.
 - Noo myślałam, że kto jak kto, ale wy będziecie wiedzieć. Robi imprezę, aby uczcić swój "związek" z Luke'iem.
 - To oni są parą? - spytałam.
 - Hmmm myślę, że Luke nie jest tego świadom, ale ona jest o tym święcie przekonana.
 - To ja już widzę tą dramę kiedy z nią zerwie. - przewróciłam oczami. - A tak w ogóle to czemu mamy przyjść pewnie nawet nas nie wpuszczą.
 - W tym rzecz. Wpuszczają wszystkich. Cała szkoła może wejść. Jest tylko jeden warunek. Trzeba być "pięknie" ubranym.
 - Czyli? - dociekałam, przecież i tak nie miałam planów to można iść na party do plastika - fantastika przynajmniej się człowiek pobawi oraz coś zje.
 - Czyli jakoś tak elegancko, ale nie na galowo tylko stylowo. Chłopaki mają mieć koszule, a dziewczyny sukienki.
 - Uuuuuu widzę, że się stara zatuszować brak szarych komórek. - po tym stwierdzeniu wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
 - To co wpadniecie?
 - Czemu nie, ja nie mam planów, a wy laski?
 - Spoko będziemy. - potwierdziła Lil.
 - Impreza zaczyna się o 19. - powiedział na odchodne Shannah



Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 18, więc stwierdziłam, że czas się szykować. Do Lindsay nie było ode mnie daleko jakieś 15 minut drogi, dlatego umówiłyśmy się z dziewczynami na 18 50. Zsunęłam się z łóżka i weszłam do łazienki, która jest połączona bezpośrednio z moim pokojem. Wzięłam szybką kąpiel, wysuszyłam włosy po czym zaczęłam kręcić je w delikatne loki. Kiedy skończyłam, spryskałam je lakierem by utrwalić cały efekt. Następnie ubrałam wcześniej wcześniej przygotowany strój to jest: czarną, kwiecistą sukienkę, sandałki na obcasie i do tego dodatki. Prawie gotowa usiadłam przy toaletce i zrobiłam makijaż. Gdy skończyłam była już 17 45, zeszłam na dół do przedpokoju z zamiarem poczekania na dziewczyny. Okazało się, że nie musiałam zbyt długo oczekiwać ich przybycia. Usłyszałam dzwonek do drzwi, otworzyłam je, a tam ukazała mi się Lil w pięknej, subtelnej sukience. Za nią stały Em w białej kreacji, Ally w seksownej turkusowej oraz Sue ubrana w czarną sukienkę z odcinaną górą i zwiewnym różowym dołem. Wszystkie wyglądały cudownie, ale brakowało mi Lu.
- Gdzie Lu? - spytałam.
- Nie idzie. Pojechała z mamą do babci. - wyjaśniła szybko Lil i wtedy obrałyśmy kierunek domu Lindsay. Ruszyłyśmy przed siebie z zamiarem dobrej zabawy. Dotarłyśmy na miejsce w niecałe 10 minut. Naszym oczom ukazała się wielka rezydencja. Przez ogromne okna widziałyśmy tłum dobrze bawiących się ludzi. Przy drzwiach stała Lindsay witając każdego nowo przybyłego. Kiedy do niej doszłyśmy przywitała nas uśmieszkiem i całuskiem w policzek.
 - Jak miło was widzieć. Pięknie wyglądacie. Co prawda nie tak dobrze jak ja, ale doceniam wasze starania. Proszę zapraszam, czujcie się jak u siebie. - gestem wskazała nam drogę.
 - Dzięki Lin. - odpowiedziałam również obdarowując ją uśmiechem.
Weszłyśmy do środka. Wszędzie gdzie okiem sięgnąć był tłum ludzi. Po prawo stał dodatkowo stół z jedzeniem i alkoholem.
 - To co idziemy na parkiet? - pytała zdawkowo Lil.
 - Zaraz do was dołączę. - powiedziała Ally po czym skierowała się w stronę swojego chłopaka.
 - Czyli zostałyśmy we czwórkę. - podsumowała Emily
 -  Em nie jesteśmy takie głupie umiemy liczyć. A teraz chodźmy się zabawić!
Ruszyłyśmy do tańca. Za nim się zorientowałyśmy była 22. Na samym początku zgodnie stwierdziłyśmy, że nie pijemy. Teraz byłyśmy jednymi z nielicznych trzeźwych osób. Część kujonów zaliczyła zgon. Reszta tez nie była w lepszym stanie. Mimo to Lindsay wciąż dokładała procentów na stół. 
Wybiła 23. Rozejrzałam się wokoło. Ludzie się przerzedzili chyba poszli do domów lub pozamykali się w pokojach na górze i Bóg jeden wie co tam robią. Na kanapie siedział Aleks, a na jego kolanach Ally. Emily mimo początkowych zapewnień w końcu sięgnęła po kieliszek przez co teraz nie bardzo kontaktowała. Sue miała odciski, na które narzekała oparta o ścianę. Nagle z góry usłyszałam krzyk. Nie byłam w stanie już tańczyć, więc postanowiłam zbadać źródło dźwięku. Weszłam po schodach przy okazji nasłuchując. Odgłosy dobiegały z pokoju na końcu korytarza. Podeszłam tam, dostrzegłam, że drzwi są lekko uchylone, zajrzałam do środka. Moim oczom ukazała się sylwetka Lindsay oraz Katelyn.......obściskujących się na łóżku. Cały obrazek zwalił mnie z nóg. Przysunęłam się trochę bliżej by móc słyszeć co mówią.
 - To głupie Lin, że musimy udawać.
 - Wiem Kate, ale  to jedyne wyjście, żeby się nikt nie domyślił.
 - Ale czemu akurat ten fagas Luke.
 - Bo on jest teraz popularny, będzie dobrom przykrywką, a teraz się zamknij i mnie pocałuj.
Wróciły do wcześniejszej czynności, a ja jak torpeda zbiegłam na dół. Postanowiłam, że nikomu nie powiem o tym co widziałam. W domu panowała cisza. Impreza się skończyła. Weszłam do salonu, zebrałam dziewczyny i Aleksa i wszyscy udaliśmy się do swoich domów


-------------------
I tak oto prezentuje się rozdział 2. Czy interesujący sami zdecydujecie ;)
Zwracam się do Was z gorącą prośbą  o komentarze, a blogerki serdecznie zapraszam do zajrzenia do zakładki współpracuję. Zaznaczam, iż nie jest istotne jaki blog prowadzisz



Współpracuję:
idziocha [Kim i Jack - moja wersja] 

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 1 - Pojawienie się dwóch książąt


 KAŻDEGO KTO TO CZYTA PROSZĘ O KOMENTARZ ;D
 
 
„Nigdy, przenigdy nikogo nie oceniaj. Nie oceniaj, nie krytykuj, nie osądzaj, nie potępiaj, nie wyrokuj. Każdy z nas jest jedyny, niepowtarzalny i kieruje się w życiu powodami niezrozumiałymi dla reszty. To dotyczy nas wszystkich.” - Julian Sanchez



Razem z Sue zmierzałyśmy do Maid Cafe najbardziej znanej kafejki w Deepdene. Można tam spotkać całą szkołę, dzięki czemu wciąż utrzymuje się kontakty prawie z każdym. W Maid zawsze jest głośno pewnie, dlatego że wymienia się tu największe ploteczki, odrabia lekcje albo przychodzi się tu po prostu odpocząć po męczącym dniu. 

Gdy doszłyśmy na miejsce kawiarenka wręcz pękała w szwach. Na nasze szczęście Em, Lil, Lu i Ally przyszły wcześniej i zajęły stolik pod ścianą. Z niemałym trudem przedostałyśmy się przez tłum by w końcu zasiąść z kubkiem gorącej czekolady, którą zazwyczaj zamawiamy. Po jakichś pięciu minutach dosiadły się do nas Megan i Shanna.

- Porcja plotek! - krzyknęły chórem.

- Nie trzymajcie nas już w tej niepewności. Mówcie! - ponagliła je Emily.

- No więc. Dostałyśmy informacje, że do naszego miasta przeprowadziła się dwójka mega przystojniaków ze słonecznej Kalifornii. Niestety nie bardzo wiemy jak wyglądają.

- Stawiam, że będą podobni do nich. - Lucy wskazała parę chłopaków którzy właśnie stali w drzwiach zszokowani jak taka mała kawiarnia może pomieścić tyle osób. 

Rozejrzałam się po restauracji. Niewiele osób spostrzegło przybycie nowych gości. Skierowałam spojrzenie na nowo przybyłych.
Blondyn, styl: na luzie, dobrze zbudowany, jasna karnacja, czarujące spojrzenie i uśmiech. Brązowo włosy, styl: fioletowa koszula, czarne rurki, również dobrze zbudowany, ciemniejsza karnacja, brązowe oczy. Podsumowanie: książęta z bajki. - mój mózg pracował na najwyższych obrotach. 
Mimo woli podniosłam się z krzesła.

- Hej. Jestem Rose - uśmiechnęłam się delikatnie.

- Cześć. Ja jestem Luke, a to jest Kris. Jesteśmy tu nowi, nie bardzo się orientujemy. - czarujący uśmiech jakim mnie poczęstował blondyn Luke mógłby niedoświadczoną dziewczynkę zwalić z nóg, spowodować załamanie lub nawet gorzej atak niepohamowanego śmiechu, ale to nie dotyczyło mnie. 
 
- Widać, że jesteście nowi. - posłałam przyjacielski uśmiech.

- Naprawdę?

- Tylko nowi stoją w drzwiach szukając miejsca.

Uroczy śmiech.

- Taa. Trochę tu tłoczno.
 
- To chyba macie szczęście. Razem z koleżankami zajęłyśmy jeden z większych stolików znajdzie się miejsce dla jeszcze dwóch innych osób. -  rzuciłam jakby od niechcenia, choć tak naprawdę błagałam Boga, wszystkie siły wyższe aby się zgodzili.

- Chyba i tak byśmy nie dostali wolnego stolika, a poza tym lubimy towarzystwo pięknych dziewczyn - kolejny szelmowski uśmiech. - Prowadź.

Dygnęłam lekko mówiąc :

- Proszę za mną panowie.

Przepychając się przez tabun ludzi już po raz drugi tego dnia czułam na sobie zaciekawione spojrzenia, a ja jakby nigdy nic podeszłam do moich koleżanek po czym zaczęłam je przedstawiać:

- To Sue - zaczęłam od mojej prawej strony i po kolei wskazywałam towarzyszki. 

- Obok Lil, Lu, Ally i Em mnie juz znacie, ale dla przypomnienia jestem Rose.

Teraz zwróciłam się do dziewczyn:

- Drogie panie to są Luke i Kris. No a teraz siadajcie, mam nadzieję, że zrobicie im miejsce? 

- No oczywiście. - odpowiedziała szybko Em, która była dosłownie wpatrzona w Krisa jak w obrazek.

Popołudnie minęło w zastraszającym tempie. Całą grupą śmialiśmy się, wymienialiśmy się informacjami o sobie i w ogóle świetnie się bawiliśmy. Dopiero kiedy podeszła do nas kelnerka i powiedział, że jest już 21 zerwaliśmy się na nogi. 

- No nieźle. Jutro pierwszy dzień w szkole, a my jak zwykle nie odrobiliśmy lekcji. - zaczął Kris. Spojrzeliśmy na niego, potem po sobie, następnie znowu na niego po czym ryknęliśmy śmiechem.

- Dobra a teraz tak na serio zmywajmy się do domu. 

Obraliśmy kierunki i jak się okazało szczęśliwie dla mnie Luke mieszkał niedaleko mnie, więc mogliśmy wracać razem. Muszę przyznać, że z początku uważałam blondyna za księcia z bajki, no ale rzeczywistość boli. Im dłużej o sobie opowiadał tym częściej nawiedzała mnie myśl, że to taki z lekka playboy. Stwierdziłam, jednak że nie będę go jeszcze oceniać. 

Dotarliśmy pod mój dom, pożegnaliśmy się, a ja jak torpeda wpadłam do domu licząc na farta, iż moi kochani rodzice już śpią i nie zauważą mojego spóźnienia. Niestety. 

- Co tak długo? Czy ty wiesz która jest godzina? Matka się zamartwiała! - tata jak zwykle zaczął swój wykład. Kiedy skończył powiedziałam tylko przepraszam, pobiegłam na górę do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Wspominałam dzisiejszy dzień i nie wiadomo kiedy zmorzył mnie sen. Obudziłam się, nieprzytomnie zerknęłam na zegarek. Wskazywał 01:43. Niechętnie poszłam do łazienki, zmyłam makijaż, przebrałam się w piżamę i ponownie oddałam się Morfeuszowi.


---------------------------------------------------


I oto jest pierwszy rozdział ;)
Szczerze powiedziawszy nie zadowala mnie on zbytnio, ale stwierdziłam, że muszę coś dodać. 
Mam jeszcze do Was bardzo ważne pytanie:
ZNACIE KOGOŚ KTO POTRAFI ROBIĆ SZABLONY NA BLOGA?? 

sobota, 28 grudnia 2013

Prolog - Witajcie w moim świecie

Kochany pamiętniku kolejny dzień z mojego jakże nudnego życia. Ta codzienna monotonia mnie dołuje. Wieczory spędzam przy telewizorze oglądając seriale. W weekendy zatracam się w różnego rodzaju show muzycznych. Uczę się jak to przeciętna nastolatka. Z języków jakoś idzie, ale z chemią, fizyką i matmą cienko przędę. Jedyne oparcie w moich przyjaciółkach. Emily - zawsze wesołej i uśmiechniętej blondynki, kochającej Justina Bieber'a, Lil - wysokiej i zakochanej w Robercie Sheehanie , Ally - fanki Ariany Grande, Lucy - rzadko kiedy nas słuchającej i Sue - uwielbiającej się przebierać. Bez nich nie byłabym sobą. Dzień bez rozmowy z nimi to dzień męki. Mam w nich ogromne wsparcie wiem, że mnie wysłuchają. Za to im bardzo dziękuję.

Odłożyłam na chwilę pamiętnik, spojrzałam w okno skupiając się na spadającym liściu. Trwała zima. Niezbyt lubiana przeze mnie pora roku. Może i dawno skończyły się wakacje, ale większość z nas nie może się przyzwyczaić do szkoły w tym ja. Tęsknię za wstawaniem o 11, jedzeniem obiadu na śniadanie, chodzeniem w piżamie przez cały dzień, wypadami do galerii, za nim.... Rozstaliśmy się ponad 5 miesiące temu, a ja ciągle wmawiam sobie, że poczekam na kogoś wartościowszego. Niestety minęło prawie pół roku, a ja siedzę na łóżku, pisząc pierdoły w zeszycie dodatkowo obżerając się czekoladą. Super. Niby nie robiłam awantury, prawda jest taka, że oddaliliśmy się od siebie. On - treningi, nauka, ja - dodatkowe zajęcia i inne teraz bym powiedziała błahe sprawy, które wtedy wydawały się najważniejsze. W mojego doła pewnie ma wkład Ally, choć to głupie. Ona i Aleks od miesiąca są parą, cieszę się z ich szczęścia, jednak jak tylko zobaczę jego to zarazem mnie krew zalewa i kuje mnie serce. Czy to normalne? Nie wiem. 

W ogóle to zapomniałam się przedstawić, a więc..... 
 
Nazywam się Rose Evergood. Mam 16  lat i mieszkam w Deepdene, czyli mieście celebrytów. Oczywiście nie ma tu jakichś gwiazd popu, aktorów itp. Prawda jest taka, że żyją tu osoby bogate. Są tylko dwie bezimienne szkoły: podstawówka (8 klas) oraz liceum przez co każdy z każdym się zna. Emily, Lil, Ally, Lucy, Sue wszystkie należymy do dość popularnych dziewczyn w miasteczku. Moi rodzice prowadzą wytwórnie muzyczną, rodzice Em - słynną firmę, gdzie projektują ogrody, wnętrza, Lil - sieć sklepów z biżuterią oraz różnymi dodatkami, rodzice Ally to dyrektorzy szkoły muzycznej w NY, Sue - sieć restauracji, matka Lucy jest dyrektorką sieci banków.



Moje rozmyślania, opisy przyjaciół przerwał dźwięk telefonu. Chwila zastanowienia. W końcu podniosłam słuchawkę.
- Słucham?
- Hej Rosie. Idziesz na koncert Ari? Gra 26 stycznia, właśnie rezerwuje bilety. Lucy też ma się ruszyć, więc?
- Przecież ja ją uwielbiam! Zamawiaj!
- Będzie super zobaczysz!
- Tak swoją drogą co tam u ciebie? Mam nadzieję, że nie gapisz się znowu w to okno?!
Matko moja! A skąd ona to wie?! Założyły mi kamerkę w pokoju, czy mogą przewidzieć moje ruchy?!
- Nie, nie gapie się w to okno. Pisałam w pamiętniku.
- No mam nadzieję, bo będzie z tobą źle jak się dowiem, że w szkole happy end, a w domy the end, jasne?
- Taa...
- To rusz się na skype, Emily nie umie niemca trzeba jej pomóc.
- Spoko.
Odłożyłam słuchawkę. Eh.. co ja się z nimi mam. Doczłapałam się do kompa, włączyłam kamerkę, mikrofon i zaczęłam konwersację.
Gadałyśmy chyba z dwie godziny. Odrobiłyśmy przy tym prace domowe, pośmiałyśmy się oraz uzgodniłyśmy kto z kim mieszka w pokoju na wycieczce. Miałam się wylogować z facebooka, ale przerwała mi wiadomość, której się w ogóle nie spodziewałam. Gapiłam się w pulpit jak ciele na malowane wrota. Przecież to nie możliwe! Dawno przestaliśmy pisać a on mi tu wyskakuje z 'Siema ;*'. Uznałam więc, że się upił, choć nie widziałam nigdy jak pił. Nie miałam ochoty rozmawiać. Wylogowałam się, wyłączyłam komputer i zatraciłam się w lekturze.

--------------

Na razie króciutki wstęp, mam nadzieję, że poczekacie na dalsze losy, bo przyznam się, że planuję troszkę zmian.

Całuski Nin ;)