sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 1 - Pojawienie się dwóch książąt


 KAŻDEGO KTO TO CZYTA PROSZĘ O KOMENTARZ ;D
 
 
„Nigdy, przenigdy nikogo nie oceniaj. Nie oceniaj, nie krytykuj, nie osądzaj, nie potępiaj, nie wyrokuj. Każdy z nas jest jedyny, niepowtarzalny i kieruje się w życiu powodami niezrozumiałymi dla reszty. To dotyczy nas wszystkich.” - Julian Sanchez



Razem z Sue zmierzałyśmy do Maid Cafe najbardziej znanej kafejki w Deepdene. Można tam spotkać całą szkołę, dzięki czemu wciąż utrzymuje się kontakty prawie z każdym. W Maid zawsze jest głośno pewnie, dlatego że wymienia się tu największe ploteczki, odrabia lekcje albo przychodzi się tu po prostu odpocząć po męczącym dniu. 

Gdy doszłyśmy na miejsce kawiarenka wręcz pękała w szwach. Na nasze szczęście Em, Lil, Lu i Ally przyszły wcześniej i zajęły stolik pod ścianą. Z niemałym trudem przedostałyśmy się przez tłum by w końcu zasiąść z kubkiem gorącej czekolady, którą zazwyczaj zamawiamy. Po jakichś pięciu minutach dosiadły się do nas Megan i Shanna.

- Porcja plotek! - krzyknęły chórem.

- Nie trzymajcie nas już w tej niepewności. Mówcie! - ponagliła je Emily.

- No więc. Dostałyśmy informacje, że do naszego miasta przeprowadziła się dwójka mega przystojniaków ze słonecznej Kalifornii. Niestety nie bardzo wiemy jak wyglądają.

- Stawiam, że będą podobni do nich. - Lucy wskazała parę chłopaków którzy właśnie stali w drzwiach zszokowani jak taka mała kawiarnia może pomieścić tyle osób. 

Rozejrzałam się po restauracji. Niewiele osób spostrzegło przybycie nowych gości. Skierowałam spojrzenie na nowo przybyłych.
Blondyn, styl: na luzie, dobrze zbudowany, jasna karnacja, czarujące spojrzenie i uśmiech. Brązowo włosy, styl: fioletowa koszula, czarne rurki, również dobrze zbudowany, ciemniejsza karnacja, brązowe oczy. Podsumowanie: książęta z bajki. - mój mózg pracował na najwyższych obrotach. 
Mimo woli podniosłam się z krzesła.

- Hej. Jestem Rose - uśmiechnęłam się delikatnie.

- Cześć. Ja jestem Luke, a to jest Kris. Jesteśmy tu nowi, nie bardzo się orientujemy. - czarujący uśmiech jakim mnie poczęstował blondyn Luke mógłby niedoświadczoną dziewczynkę zwalić z nóg, spowodować załamanie lub nawet gorzej atak niepohamowanego śmiechu, ale to nie dotyczyło mnie. 
 
- Widać, że jesteście nowi. - posłałam przyjacielski uśmiech.

- Naprawdę?

- Tylko nowi stoją w drzwiach szukając miejsca.

Uroczy śmiech.

- Taa. Trochę tu tłoczno.
 
- To chyba macie szczęście. Razem z koleżankami zajęłyśmy jeden z większych stolików znajdzie się miejsce dla jeszcze dwóch innych osób. -  rzuciłam jakby od niechcenia, choć tak naprawdę błagałam Boga, wszystkie siły wyższe aby się zgodzili.

- Chyba i tak byśmy nie dostali wolnego stolika, a poza tym lubimy towarzystwo pięknych dziewczyn - kolejny szelmowski uśmiech. - Prowadź.

Dygnęłam lekko mówiąc :

- Proszę za mną panowie.

Przepychając się przez tabun ludzi już po raz drugi tego dnia czułam na sobie zaciekawione spojrzenia, a ja jakby nigdy nic podeszłam do moich koleżanek po czym zaczęłam je przedstawiać:

- To Sue - zaczęłam od mojej prawej strony i po kolei wskazywałam towarzyszki. 

- Obok Lil, Lu, Ally i Em mnie juz znacie, ale dla przypomnienia jestem Rose.

Teraz zwróciłam się do dziewczyn:

- Drogie panie to są Luke i Kris. No a teraz siadajcie, mam nadzieję, że zrobicie im miejsce? 

- No oczywiście. - odpowiedziała szybko Em, która była dosłownie wpatrzona w Krisa jak w obrazek.

Popołudnie minęło w zastraszającym tempie. Całą grupą śmialiśmy się, wymienialiśmy się informacjami o sobie i w ogóle świetnie się bawiliśmy. Dopiero kiedy podeszła do nas kelnerka i powiedział, że jest już 21 zerwaliśmy się na nogi. 

- No nieźle. Jutro pierwszy dzień w szkole, a my jak zwykle nie odrobiliśmy lekcji. - zaczął Kris. Spojrzeliśmy na niego, potem po sobie, następnie znowu na niego po czym ryknęliśmy śmiechem.

- Dobra a teraz tak na serio zmywajmy się do domu. 

Obraliśmy kierunki i jak się okazało szczęśliwie dla mnie Luke mieszkał niedaleko mnie, więc mogliśmy wracać razem. Muszę przyznać, że z początku uważałam blondyna za księcia z bajki, no ale rzeczywistość boli. Im dłużej o sobie opowiadał tym częściej nawiedzała mnie myśl, że to taki z lekka playboy. Stwierdziłam, jednak że nie będę go jeszcze oceniać. 

Dotarliśmy pod mój dom, pożegnaliśmy się, a ja jak torpeda wpadłam do domu licząc na farta, iż moi kochani rodzice już śpią i nie zauważą mojego spóźnienia. Niestety. 

- Co tak długo? Czy ty wiesz która jest godzina? Matka się zamartwiała! - tata jak zwykle zaczął swój wykład. Kiedy skończył powiedziałam tylko przepraszam, pobiegłam na górę do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Wspominałam dzisiejszy dzień i nie wiadomo kiedy zmorzył mnie sen. Obudziłam się, nieprzytomnie zerknęłam na zegarek. Wskazywał 01:43. Niechętnie poszłam do łazienki, zmyłam makijaż, przebrałam się w piżamę i ponownie oddałam się Morfeuszowi.


---------------------------------------------------


I oto jest pierwszy rozdział ;)
Szczerze powiedziawszy nie zadowala mnie on zbytnio, ale stwierdziłam, że muszę coś dodać. 
Mam jeszcze do Was bardzo ważne pytanie:
ZNACIE KOGOŚ KTO POTRAFI ROBIĆ SZABLONY NA BLOGA?? 

1 komentarz:

  1. No to czekam na kolejny rozdziałek. Mam nadzieję, że ukarze się już w najbliższym czasie. ;)

    OdpowiedzUsuń