poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 3 - Szantaż


Czytasz = Komentujesz


Jak się okazało chemia mi nie leży. Zupełnie. Po dzisiejszych zajęciach zarobiłam nie tylko świeżutką jedynkę, ale i dwie godziny kozy. Przechadzając się korytarzem spoglądałam na obklejone plakatami ściany. Przedstawiały dwójkę nastolatków, chłopaka i dziewczynę uśmiechających się i namawiających do wzięcia udziału w balu dla zwierząt. Pomysł naszej genialnej dyrektorki, jeden z nielicznych, z którym się utożsamiam. Ogólnie chodzi o to by zrobić dobrą potańcówkę dla młodzieży i w między czasie zebrać fundusze na organizację dla zwierząt. Dziwne na plakaty, balony, ogólnie całą reklamę jej przedsięwzięć ma pieniądze, a jak prosiliśmy o fundusze dla wolontariatu to nic nie miała. Nie to było jednak najstraszniejsze. Bowiem postrach siał jeden komunikat: PRZYJDŹ Z PARTNEREM/PARTNERKĄ. Pytana dyrektorka odpowiadała z niezwykłym ożywieniem:
- Chodzi o integrację młodzieży! Widać mnóstwo grupek dziewczyn czy to chłopców, ale zobaczyć i ch razem to jakby odkryć nowy gatunek!
Tak, nasza ukochana pani uważa, że chłopcy i dziewczyny nie mają ze sobą kontaktu, dlatego każda stworzona przez nią potańcówka wymaga przybycia  jako para. Na domiar złego Cruella de Vil dobiera sobie skład pomocników. Zgadnijcie kogo upolowała. Moje przyjaciółki. Wszystkie. Ale tak było tylko z początku. Później dobierała sobie więcej i więcej osób, aż miałam wrażenie, że zostałam sama. To odczucie potwierdziło się na dzisiejszej karze. Zazwyczaj pełna dzieciaków klasa ziała pustkami. Nawet pan Philips uciął sobie drzemkę. Niepewnie zapukałam po czym weszłam do środka:
 - Eghhmmmm - chrząknęłam (jak to brzmi xD - dop. aut.) - dzień dobry profesorze.
 - Oo dzień dobry panno Evergreat.
 - Evergood profesorze.
 - Wszystko jedno. Dzisiaj sama? - spytał rozglądając się po klasie.
 - Na to wygląda - odparłam wybierając sobie ostatnia ławkę pod oknem.
 - A gdzie ten drugi?
 - Kto? - spytałam. Jakby na zawołanie do klasy wbiegł zdyszany Luke.
 - Przepraszam za spóźnienie.
 - Nic nie szkodzi siadaj.
Luke rozejrzał się po sali. Dałabym sobie rękę uciąć, że na pół sekundy dłużej zawiesił na mnie swoje spojrzenie. Koniec końców usiadł obok mnie w środkowym rzędzie.
 - Hej - szepnął.
 - Hej. - odpowiedziałam nawet na niego nie patrząc. Świetnie akurat on nie pomaga?! Czemu?! 
 - Co tu robisz? - spytał. Phi myślisz, że gadam z takimi dupkami jak ty! Grubo się mylisz koleś.
 - Odbywam karę jak widać.
 - No to akurat widzę. - Co ty nie powiesz?! - Miałem na myśli to jak się tu dostałaś, bo nie wierze w to że jesteś typem bad girl.
Mimo wszystko parsknęłam cichym śmiechem.
 - No nie.. Nie możesz być bad girl! - nachylił się w moją stronę.
 - A to niby dlaczego?
 - No bo ty.... ty.... no nie wyglądasz.
 - A nie słyszałeś o takim powiedzeniu: pozory mylą.
 - Tak słyszałem i wierzę w te słowa. Ale nie w to że jesteś bad girl.
 - A może tylko stwarzam pozory grzecznej, a tak naprawdę jestem przeciwieństwem?
 - Nie jesteś. Owszem stwarzasz pozory, ale nie .... takie.
 - Hm?? - przyznam szczerze, ze gość lekko mnie skołował. Stwarzam pozory ale nie takie - w takim razie jakie?
 - Udajesz niedostępną, ale brakuje ci bliskości.
Przysięgam na Boga, że omal nie spadłam z krzesła. Spojrzałam na niego, a wyraz jego twarzy wskazywał na śmiertelna powagę.
 - Że co? Ja jestem niedostępna hahaha żartujesz sobie - usilnie chciałam obrócić wszystko w żart, ale nie wychodziło mi to najlepiej.
 - Wielu facetów dałoby się pokroić za pójście z tobą na ten cały zwierzęcy bal, a ty wszystkich odrzucasz.
Okeeejjj zrobiło się dziwnie.
 - Skąd wiesz, że ktoś mnie w ogóle zapraszał na bal?
 - Błagam cię nie jestem ślepy.
Nie miałam pojęcia czemu, ale nagle wezbrała we mnie wściekłość. Ten nędzny fajansiarz myśli, że będę jego kolejna ofiarą?! Zaczaił się na mnie czy jak?! Oooo nieeee. 
  - Nie twój interes. - odparłam gniewnie i trochę bez sensu. Wpatrywał się we mnie licząc na jakąś kontynuację, widząc, że nie zamierzam nic dodawać sam podjął temat:
- Widzisz? Jesteś oschła jak ktoś się do ciebie zbliży. Nie rozumiem tylko dlaczego.
- Nie rozumiesz?! Nie rozumiesz?! Jesteś zwykłym casanovą. Zasranym dupkiem, który bawi się dziewczynami. Uważasz się za gwiazdora tej szkoły!Pieprzoną rozgwiazdę! - zaczęłam krzyczeć, co zwróciło uwagę Philipsa:
- Panno Evergood prosze o spokój. - ale ja sie dopiero rozkręcałam:
- Myślisz, że każda jest twoja, zero stałości w uczuciach. - widząc jego zawstydzoną minę poczułam lekki triumf, jednak nie zamierzałam przestać:
- Myślisz, że ludzie nie wiedzą ile to panienek zaliczyłeś??! 
- Proszę przestań - powiedział ze spuszczoną głową.
- Wiesz co ci jeszcze powiem?! Dla mnie jesteś męska dziwką! - wykrzyczałam, ale widząc jego twarz od razu wiedziałam, że przegięłam. W jego oczach dostrzegałam żal, rozpacz, wstyd. Przez chwilę wpatrywał się we mnie, ale potem wbił wzrok w podłogę.
- Panno Evergood!!! - przypomniał mi o sobie Philps. No to mam przesrane... - Co... Co.... Co to do licha ciężkiego było?! Proszę natychmiast wyjść! A jutro odbędzie pani rozmowę z panią pedagog.
Nie zamierzałam protestować. Zachowałam się jak skończona kretynka. Boże co we mnie wstąpiło?! Jak mogłam? No okej wkurzało mnie to, że dobierał się do każdej, ale nie powinnam tak się zachować! Eghhhh.... Już miałam wyjść, jednak zatrzymałam sie przed samymi drzwiami. Odwróciłam się, Luke tkwił w tej samej pozycji wciąż wpatrzony w ziemię.
 - Przepraszam. - powiedziałam. Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, rzuciłam się biegiem w stronę wyjścia wciąż powtarzając w myślach: Debilka,  debilka, debilka, skończona debilka. 





Wpadłam do domu jak tornado. Na szczęście nikogo nie było. Rodzice wyjechali na dwa tygodnie załatwiać sprawy służbowe. Bez namysłu pobiegłam do siebie do pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam wspominać wydarzenia dzisiejszego dnia. Jak tylko przypomniałam sobie słowa, jakie wypowiedziałam... ba wykrzyczałam Luke'owi w twarz....poczułam łzy spływające po moich policzkach. Wbrew pozorom jestem strasznie delikatna i nie lubię, nienawidzę, wyrządzać ludziom krzywdy. No dobra lekkie sprostowanie nie lubie wyrządzać krzywdy ludziom, którzy nic mi nie zrobili. I właśnie takim człowiekiem jest Luke. To jego interes z kim się umawia nie mój, powiedzmy to wprost wobec Luke'a byłam suką. Sięgnęłam po telefon. Dochodziła 17. Powinien już wyjść. Z początku chciałam zadzwonić. Zdecydowałam, jednak że lepiej będzie kiedy wyślę mu wiadomość.

Hej Luke tu suka Rose (nie wiem czy masz mój numer)
Chciałam cię przeprosić za moje dzisiejsze zachowanie. Nie powinnam była 
cię oceniać. To przecież nie mój interes. 
Proszę nie bierz tego do siebie. 
Naprawdę strasznie mi przykro i głupio. 
Wiem jestem skończoną kretynką. 
Jak się spotkamy, o ile będziesz chciał mieć
kiedykolwiek, cokolwiek ze mną do czynienia to
będziesz mógł mnie zmieszać z błotem.
Jeszcze raz cię przepraszam. Ja nie chciałam tego 
wszystkiego powiedzieć, nie jetem taka, po prostu...
sama nie wiem. 
Proszę. Nie. Błagam.Wybacz mi.
Nie chciałam.

Szczerze powiedziawszy liczyłam, że mi odpisze, ale on milczał. Nie dziwiłam mu się, jednak moje sumienie nakazało mi wysłać podobne wiadomości na fejsbuku, na meila i na wszystkie inne portale społecznościowe na których miałam z nim kontakt. Zapewne będzie mnie miał dość po tym spamie. No cóż. Jak juz robić z siebie frajera to po całości. Zmęczona wydarzeniami dzisiejszego dnia postanowiłam zejść na dół i zjeść jakąś kolację oraz pooglądać coś w telewizji. Koło 21 poszłam się myć. Wzięłam długą, odprężająca kąpiel. Po skończonych czynnościach poszłam do łóżka, sięgnęłam po egzemplarz wypożyczonej książki i udałam się w podróż z bohaterami powieści. Po kilku rozdziałach zerknęłam na zegarek. Było juz mocno po północy. Odłożyłam więc książkę i ostatni raz zerknęłam na telefon. 

1 nieprzeczytana wiadomość

Natychmiast podniosłam sie do pozycji siedzącej. Wpatrywałam się w ekran nie wiedząc co zrobić. Koniec końców odblokowałamtelefon. O Boże, Boże, Bożenko! To on! Wybrałam wyświetl a treść wiadomości jeszcze bardziej podniosła poziom ekscytacji i przerażenia. 

Sprawdź pocztę. - Luke

Jak dzika rzuciłam się na laptopa. Kiedy sie włączał myślałam, że wyzionę ducha. Z prędkością światła zalogowałam się na pocztę. Był tam. E-Mail od Luke'a. Kliknęłam na niego i skupiłam swoje szare komórki

Droga Rose, czy może powinienem napisać suko Rose ;D 
Nie martw się, nie chowam urazy. Właściwie to co powiedziałaś było najszczerszą prawdą. Jednak chciałbym abyś poznała prawdę z innej strony. Co mną kierowało. Jest pewien koleś nazywa się Steven. To gość z mojej dawnej szkoły, straszny typ. Uważa się jak to zgrabnie określiłaś za pieprzoną rozgwiazdę. Co najgorsze gość chce się tu przeprowadzić. Kazał mi "wybadać" wszystkie łatwe dziewczyny. Uwierz dawał mi bardzo dokładne instrukcje co mam robić. Nie miałem wyboru. Starałem się grać swoją rolę jak najlepiej mimo że nie napawa mnie to dumą. Jeśli mam być szczery to Steve kazał mi się przespać z każda z tych dziewczyn, ale ja nie mogłem. Z zewnątrz z pewnością to wyglądało jakbym zapraszał je na randki, jednak ja zaznaczałem że to będą tylko przyjacielskie wyjścia, że nie chce się z nikim wiązać. One przystawały zazwyczaj na moją propozycję. Pewnie ciekawi cię dlaczego to robiłem, dlaczego dałem się szantażować. Widzisz w mojej rodzinnej miejscowości została moja młodsza siostra. Ona jest bardzo naiwna i jestem pewny, że kilka słodkich słówek Stevena, a moja siostrzyczka rzuciłaby się za nim w ogień. On obiecał, że jej nie tknie jeśli będę dostarczał mu raporty. Tak więc robiłem co mogłem by chronić siostrę. Sama teraz widzisz dlaczego tak się zachowywałem. To mnie nie usprawiedliwia, ale mam nadzieje, iż wyglądam chociaż ociupinę lepiej w twoich oczach. 
Całusy Luke :*

Przeczytałam meila kilka razy. Nie mogłam uwierzyć poświęcił się tak dla siostry?!. Bez zastanowienia chwyciłam za telefon w między czasie szukając siostry Luke'a. Cóż nie jestem łatwowierna. Kiedy ją znalazłam wykręciłam numer i czekałam. Po kilku sygnałach usłyszałam zmęczony głos:
 - Halo? - Cholera zapomniałam, że jest już 1 w nocy! 
 - Em. Hej. Ja mam  tylko jedno pytanie. Czy Luke Benweard to twój brat?
 - Tak a co? 
 - Nie nic. Sorki za telefon, gramy w prawdę czy wyzwanie i miałam cie o to zapytać sorki. 
- A nie spoko. 
- No to dobranoc.
- Dobranoc.
Ten telefon potwierdził, że Luke mówi prawdę.  No przynajmniej co do tego, że ma siostrę.Pomijamy fakt, że pr raz chyba setny tego dnia zrobiłam z siebie idiotkę. "Prawda czy wyzwanie" ehhh cienki ze mnie kłamca Zaciekawiona rozpoczęłam dalsze śledztwo. Jak się niedługo okazało Steven równiez istniał, a po zdjęciach można było wywnioskować, iż to nie był miły gościu. Ostatecznie wyszło na to, że wszystko było prawdą. Wyłączyłam laptopa i po raz kolejny zerknęłam na telefon. Okazało się, że miałam kolejną wiadomość od Luke'a. 

PS: Nie mów o tym nikomu proszę ;)

Mimo, że dochodziła 3 nad ranem odpisałam mu:

Spokojnie nie jestem plotkarą. Wszystko zostaje między nami. 
Tylko ty tez się nie wygadaj jak cię dzisiaj potraktowałam,
 bo ludzie pomyślą, że jestem chamem :*

Odłożyłam komórkę i w końcu poszłam spać. Wiedząc, że jutro będę żywym trupem.



Zapraszam również tu:
idziocha [Kim i Jack - moja wersja] 
Julka eL [Average Teacher]  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz