sobota, 1 marca 2014

Rozdział 2 - Impreza

Dni mijały, Luke i Kris przyjęli się do środowiska aż za dobrze. Bowiem stali się gwiazdami. Kris nowy zawodnik drużyny futbollowej, a Luke czarujący casanowa. Razem z przyjaciółkami obserwowałyśmy poczynania chłopców. Kiedy sportowiec był skromnym właściwie stroniącym od dziewczyn gościem tak blondyn zaliczał wszystkie napalone panienki.
Siedziałyśmy w stołówce i spokojnie jedząc lunch obserwowałyśmy nasze "gwiazdeczki".  Obydwoje siedzieli przy stoliku razem z innymi facetami pokroju Luka, wokół nich zebrał się piękny wianuszek pustaków, które kierują się zasadą: Plastik is fantastic.
 - Patrzcie nawet ta małpa przylazła. - Lu wskazała na dziewczynę, idealną odtwórczynie Barbie - Lindsay.
Utlenione loki dosłownie rzuciła się na plecy Krisa. Żeby tego było mało darła się niby do jego ucha, ale robiła to tak aby cała sala usłyszała:
 - HEJ KOCHANIE!! MASZ CZAS DZISIAJ PO SZKOLE? - nawet nie dała mu odpowiedzieć - NO OCZYWIŚCIE, ŻE MASZ PRZECIEŻ DLA MNIE ZAWSZE MASZ CZAS. TO CO IDZIEMY DO KINA? NA LODY? DO RESTAURACJI? OHH KOCHANY NIE MUSISZ MI KUPOWAĆ TEGO NASZYJNIKA, ALE JAK CHCESZ TO NIE MAM NIC PRZECIWKO... - mogłaby tak ciągnąć w nieskończoność. Na szczęście wszystkich zebranych Fernando przerwał tą jakże powalającą wypowiedź:
 - Lindsay, złotko, rozmazałaś się. - posłał jej kpiący uśmiech, który i ja podchwyciłam. Dziewczyna odwróciła się, machnęła do swojej świty po czym wyszła ze stołówki.
 - Serce się kraja kiedy trzeba patrzeć na takie nieudolne coś. - westchnęła Ally.
Tak właśnie zaczęła się piękna wiązanka hejtów na temat plastików. Przypadkiem mój wzrok skierował się w stronę Luke'a. Własnym oczom nie mogłam uwierzyć. Jakaś panienka siedziała mu na kolanach, on ją obejmował, a jeszcze obok kolejna się do niego lepiła.
 - Spójrzcie tylko - wskazałam na przeciwny stolik - chyba zaraz zwymiotuję.
 - Nie tylko ty. - przyłączyła się Sue.
 - Kurde gość jest obleśny! - Lu aż się wzdrygnęła.
 - Dobra serio zbierajmy się stąd. - podniosłam się z miejsca i wyszłam ze stołówki.



Kończyłyśmy już zajęcia, wychodząc na dziedziniec można było się uśmiechnąć. Szczególnie, gdy z tyłu głowy kołatała się myśl : weekend!
 - Jakie plany na weekend? - niespodziewanie podeszła do nas Shannah.
 - Nic specjalnego. Zakupy, leżenie w domu, jakiś spacer - zaczęłam - no i nie może oczywiście zabraknąć biologii. - dodałam z sarkazmem.
 - Nie wybieracie się dzisiaj do Lindsay?
Nasze miny wyrażały jedno wielkie: WHAT THE FUCK?!
 - Co? Jaka impreza u Lindsay? - na imię Barbie, Em się wzdrygnęła.
 - Noo myślałam, że kto jak kto, ale wy będziecie wiedzieć. Robi imprezę, aby uczcić swój "związek" z Luke'iem.
 - To oni są parą? - spytałam.
 - Hmmm myślę, że Luke nie jest tego świadom, ale ona jest o tym święcie przekonana.
 - To ja już widzę tą dramę kiedy z nią zerwie. - przewróciłam oczami. - A tak w ogóle to czemu mamy przyjść pewnie nawet nas nie wpuszczą.
 - W tym rzecz. Wpuszczają wszystkich. Cała szkoła może wejść. Jest tylko jeden warunek. Trzeba być "pięknie" ubranym.
 - Czyli? - dociekałam, przecież i tak nie miałam planów to można iść na party do plastika - fantastika przynajmniej się człowiek pobawi oraz coś zje.
 - Czyli jakoś tak elegancko, ale nie na galowo tylko stylowo. Chłopaki mają mieć koszule, a dziewczyny sukienki.
 - Uuuuuu widzę, że się stara zatuszować brak szarych komórek. - po tym stwierdzeniu wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
 - To co wpadniecie?
 - Czemu nie, ja nie mam planów, a wy laski?
 - Spoko będziemy. - potwierdziła Lil.
 - Impreza zaczyna się o 19. - powiedział na odchodne Shannah



Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 18, więc stwierdziłam, że czas się szykować. Do Lindsay nie było ode mnie daleko jakieś 15 minut drogi, dlatego umówiłyśmy się z dziewczynami na 18 50. Zsunęłam się z łóżka i weszłam do łazienki, która jest połączona bezpośrednio z moim pokojem. Wzięłam szybką kąpiel, wysuszyłam włosy po czym zaczęłam kręcić je w delikatne loki. Kiedy skończyłam, spryskałam je lakierem by utrwalić cały efekt. Następnie ubrałam wcześniej wcześniej przygotowany strój to jest: czarną, kwiecistą sukienkę, sandałki na obcasie i do tego dodatki. Prawie gotowa usiadłam przy toaletce i zrobiłam makijaż. Gdy skończyłam była już 17 45, zeszłam na dół do przedpokoju z zamiarem poczekania na dziewczyny. Okazało się, że nie musiałam zbyt długo oczekiwać ich przybycia. Usłyszałam dzwonek do drzwi, otworzyłam je, a tam ukazała mi się Lil w pięknej, subtelnej sukience. Za nią stały Em w białej kreacji, Ally w seksownej turkusowej oraz Sue ubrana w czarną sukienkę z odcinaną górą i zwiewnym różowym dołem. Wszystkie wyglądały cudownie, ale brakowało mi Lu.
- Gdzie Lu? - spytałam.
- Nie idzie. Pojechała z mamą do babci. - wyjaśniła szybko Lil i wtedy obrałyśmy kierunek domu Lindsay. Ruszyłyśmy przed siebie z zamiarem dobrej zabawy. Dotarłyśmy na miejsce w niecałe 10 minut. Naszym oczom ukazała się wielka rezydencja. Przez ogromne okna widziałyśmy tłum dobrze bawiących się ludzi. Przy drzwiach stała Lindsay witając każdego nowo przybyłego. Kiedy do niej doszłyśmy przywitała nas uśmieszkiem i całuskiem w policzek.
 - Jak miło was widzieć. Pięknie wyglądacie. Co prawda nie tak dobrze jak ja, ale doceniam wasze starania. Proszę zapraszam, czujcie się jak u siebie. - gestem wskazała nam drogę.
 - Dzięki Lin. - odpowiedziałam również obdarowując ją uśmiechem.
Weszłyśmy do środka. Wszędzie gdzie okiem sięgnąć był tłum ludzi. Po prawo stał dodatkowo stół z jedzeniem i alkoholem.
 - To co idziemy na parkiet? - pytała zdawkowo Lil.
 - Zaraz do was dołączę. - powiedziała Ally po czym skierowała się w stronę swojego chłopaka.
 - Czyli zostałyśmy we czwórkę. - podsumowała Emily
 -  Em nie jesteśmy takie głupie umiemy liczyć. A teraz chodźmy się zabawić!
Ruszyłyśmy do tańca. Za nim się zorientowałyśmy była 22. Na samym początku zgodnie stwierdziłyśmy, że nie pijemy. Teraz byłyśmy jednymi z nielicznych trzeźwych osób. Część kujonów zaliczyła zgon. Reszta tez nie była w lepszym stanie. Mimo to Lindsay wciąż dokładała procentów na stół. 
Wybiła 23. Rozejrzałam się wokoło. Ludzie się przerzedzili chyba poszli do domów lub pozamykali się w pokojach na górze i Bóg jeden wie co tam robią. Na kanapie siedział Aleks, a na jego kolanach Ally. Emily mimo początkowych zapewnień w końcu sięgnęła po kieliszek przez co teraz nie bardzo kontaktowała. Sue miała odciski, na które narzekała oparta o ścianę. Nagle z góry usłyszałam krzyk. Nie byłam w stanie już tańczyć, więc postanowiłam zbadać źródło dźwięku. Weszłam po schodach przy okazji nasłuchując. Odgłosy dobiegały z pokoju na końcu korytarza. Podeszłam tam, dostrzegłam, że drzwi są lekko uchylone, zajrzałam do środka. Moim oczom ukazała się sylwetka Lindsay oraz Katelyn.......obściskujących się na łóżku. Cały obrazek zwalił mnie z nóg. Przysunęłam się trochę bliżej by móc słyszeć co mówią.
 - To głupie Lin, że musimy udawać.
 - Wiem Kate, ale  to jedyne wyjście, żeby się nikt nie domyślił.
 - Ale czemu akurat ten fagas Luke.
 - Bo on jest teraz popularny, będzie dobrom przykrywką, a teraz się zamknij i mnie pocałuj.
Wróciły do wcześniejszej czynności, a ja jak torpeda zbiegłam na dół. Postanowiłam, że nikomu nie powiem o tym co widziałam. W domu panowała cisza. Impreza się skończyła. Weszłam do salonu, zebrałam dziewczyny i Aleksa i wszyscy udaliśmy się do swoich domów


-------------------
I tak oto prezentuje się rozdział 2. Czy interesujący sami zdecydujecie ;)
Zwracam się do Was z gorącą prośbą  o komentarze, a blogerki serdecznie zapraszam do zajrzenia do zakładki współpracuję. Zaznaczam, iż nie jest istotne jaki blog prowadzisz



Współpracuję:
idziocha [Kim i Jack - moja wersja]